ENGZaloguj

Moje zdjęcie nr 18

Imię i nazwisko: Marcin Pyć 03-10-2022 20:31 (czasu letniego)

Miejsce zamieszkania: Stalowa Wola

E-mail: admin@mpyc.pl

Facebook:

Kod QR do moich danych kontaktowych

V-card (kod QR):

"Człowieka z charakterem pociąga to co jest trudne, ponieważ dopiero w zmaganiach z trudnościami potrafi uświadomić sobie własny potencjał"

BLOG TURYSTYCZO- KRAJOZNAWCZY- MARCIN PYĆ

Logo bloga BTK MP

Autor wpisu: Marcin Pyć Data wycieczki: 30.04.2021 [Cofnij]

Tytuł wpisu:

Wycieczka w Górach Wałbrzyskich na trasie Boguszów- Gorce (PKP)- Chełmiec [KGP]- Lubomin- Trójgarb- Szczawno- Zdrój

Zrealizowana trasa:
Boguszów- Gorce (PKP)- szlak zielony- Boguszów (Ratusz)- Droga Krzyżowa Górniczego Trudu [Boguszówka (650)/zbocze- Przełęcz Rosochatka (710)- Chełmiec Mały (776)- Chełmiec (851)/wieża widokowa/krzyż milenijny [KGP]- szlak zielony- Lubomin- szlak zielony- dawne schronisko Bacówka pod Trójgarbem- Trójgarb (778)/wieża widokowa- szlak żółty- Lubomin- szlak żółty- Szczawno- Zdrój (Stadnina „Babinicz” w Kompleksie „Dworzysko”- Dom Zdrojowy- Pijalnia Wód Mineralnych- hala spacerowa- szlak niebieski- ul. Kościuszki)- bez szlaku- Szczawno- Zdrój (przystanek MKS/ul. Solicka)
Długość trasy: 20,7km Przewyższeń (suma podejść): 768m (Suma zejść: 890m) Czas przejścia: 8godz.

Zdjęcie małe
Zdjęcie małe
Zdjęcie małe
Zdjęcie małe
Zdjęcie małe
Zdjęcie małe
Zdjęcie małe
Zdjęcie małe
Zdjęcie małe
Zdjęcie małe
Zdjęcie małe
Zdjęcie małe
Zdjęcie małe
Zdjęcie małe
Zdjęcie małe
Zdjęcie małe

Zdjęć: [ aktualna ] [ 2 ] [ 3 ] [ 4 ] [ 5 ] [ 6 ] [ 7 ] [ 8 ] [ 9 ] [ 10 ]

OPIS:

Pierwszą wędrówkę górską w tym roku- 2021 (oprócz tej po śniegu w styczniu z Blanką) zaplanowałem na majówkę od 30 kwietnia do 2 maja 2021r. Myślałem przejść Góry Kaczawskie, Góry Kamienne i Góry Wałbrzyskie. Niestety ze względu na brak pogody i problemy ze znalezieniem miejsc noclegowych musiałem zmienić plany.
Ostatecznie wziąłem urlop w piątek, ponieważ tylko w piątek była prognozowana dobra pogoda bez deszczu.
Pojechałem najpierw w czwartek 29 kwietnia po pracy busem Marcel ze Stalowej Woli do Rzeszowa o 18:30. Byłem tam koło 20:00 i pojawił się problem, bo jeszcze w mieszkaniu bezpośrednio przed wyjściem włożyłem nie tak jak trzeba kartę SIM do mojego poprzedniego smartfona, którego używałem 3 lata temu i nie mogłem jej wyciągnąć z gniazda smartfona. Dopiero, gdy kupiłem w Galerii Rzeszów szpilki udało mi się wyciągnąć kartę SIM ze smartfona. Jednak musiałem przełożyć wtedy tą kartę do mojego obecnego smartfona, bo nie miałbym wtedy kontaktu i nie wiedziałby nikt z rodziny gdzie jestem. Poza tym, czasami w sytuacjach awaryjnych korzystam z Internetu na smartfoinie, żeby sprawdzić aktualną pogodę czy też różne informacje dot. np. kominukacji w rejonach, gdzie jadę.
Ok. 21:26 pojechałem pociągiem IC TLC z Rzeszowa do Wrocławia, w którym porozmawiałem sobie trochę z jedną pielęgniarką o koronawirusie.
Na miejscu we Wrocławiu byłem o 4:30. Potem pojechałem pociągiem Kolei Dolnośląskich ok. 5:00 z Wrocławia do Boguszowa- Gorce, gdzie byłem ok. 7:30.
O godzinie 8:00 poszedłem na szlak. Pogoda była idealna, bez deszczu, z małą ilością chmur i w miarę ciepło. Nie było też ani kałuż ani błota.
Na początku doszedłem do rynku z ratuszem w Boguszowie, widziałem także kościół św. Trójcy ale tylko z zewnątrz. Kupiłem sobie w Żabce jedzenie na drogę i ruszyłem na szlak zielony na Chełmiec (851)- najwyższy szczyt Gór Wałbrzyskich do Korony Gór Polskich.
Ostatnie pomiary wykazały, ze najwyższym szczytem Gór Wałbrzyskich jest Borowa (853mnpm)- którą zdobywa się do Korony Sudetów.
Na Chełmiec szedłem dosyć przyjemną drogą szutrową, wzdłuż której znajdowało się 14 stacji Drogi Krzyżowej Górniczego Trudu.
Trasa powoli sie wznosiła do góry. Na początku było widać łąki i trochę okoliczne góry a później trasa przebiegała przez las, najpierw przez Chełmiec Mały (776) a potem do samego Chełmca (851), gdzie czasami przez drzewa widać było okolice Boguszowa- Gorce i Góry Kamienne.

Na szczycie Chełmiec (851) byłem o 9:00, gdzie nikogo nie było tak jak i wcześniej na całym szlaku. Był tam stalowy krzyż milenijny, drewniane siedzenia, miejsca na grila, drewniana wiata i budynek zbudowany z kawałków skał z wieżą widokową, wyglądający trochę jak nieco zagospodarowana ruina.
Wstęp na wieżę widokową z instalacjami radiowo- telewizyjnymi, jest płatny (4zł za wejście). Kiedy tam byłem była ona nieczynna ze względu na pandemię koronawirusa, aż do odwołania.
Chełmiec jest moim 13 szczytem z 28 szczytów do Korony Gór Polskich, który zdobyłem i trzecim szczytem z trzeciego pasma górskiego w Sudetach.
Po chwilowym odpoczynku poszedłem dalej szlakiem zielony w stronę Lubomina. Na początku schodziłem bardzo stromo w dół zbocza Chełmca. Było ono bardzo męczące, bo szlak był głównie piaszczysty, z niewielką ilością przesuwajacych się drobnych kamieni.
Wąski, na początku wśród niskich krzewów, pomiędzy buczyną, ale było widać od czasu do czasu ładne widoki na okolice. Trzeba było uważać, gdzie się stawia stopy, bo czasami było niestabilnie. Dawno nie schodziłem po tak stromym zejściu w takich górach i dosyć długim.
Potem poszedłem dalej już prosto szlakiem, głównie po płaskich piaszczystych drogach leśnych i polnych, czasami między drzewami w lesie a potem prze pola. Dalej szlak przebiegał ok. 2km wzdłuż drogi do Lubomina i w Lubominie.
Po pewnym czasie od tablicy z nazwą miejscowości skręciłem w lewą stronę i poszedłem zielonym szlakiem na Trójgarb, koło miejsca, gdzie dawniej stało schronisko. Nieco dalej na drodze leśnej, którą szedłem wygrzewał się w słońcu padalec (beznoga jaszczurka).
Dalej było przez ok. 200m strome podejście, gdzie w pewnhym momecie miało prawie 80% nachylenia. Ciężko było tam wejść bo musiałem wchodzić z ciężkim plecakiem 50- cio littrowym i statywem. Niekiedy było ślisko i musiałem trzymać się czasami konarów drzew, bo było stromo (na jednym zdjeciu widać to).

Jak już wyszełem na to wzniesienie, to była prosta droga polna do połączenia ze szlakiem żółtym. Dalej znowu pod górę, ale już mniej stromo doszedłem do orginalnej i nieco futurystycznej wieży widokowej na najwyższym z trzech szczytów Trójgarbu (778), skąd było widać okolice z Górami Wałbrzyskimi i Chełmcem (851) oraz Góry Kamienne.
Wcześniej w oryginalnej wiacie zjadłem bułkę z kurczakiem i napiłem się herbaty z cytryną z termosu oraz odpocząłem trochę. Po jakimś czasie wszedłem na wieżę widokową.
Trójgarb jest popularnym szczytem ze względu na ciekawą wieżę widokową i ładne panoramy okolic widziane z wieży, przebigają też tam szlaki piesze i rowerowe.
Jak byłem tam to było 5 kolarzy i jedna kolarka górska oraz była grupa ok. 20- osobowa z przewodniczką górską i kilka osób indywidualnych. Nikt tam nie miał maseczek:).

Po pobycie na wieży widokowej i zrobieniu zdjęć poszedłem w droge powrotną do Lubomina, ale już nie szlakiem zielonym tylko żółtym, który był nieco łagodniejszy niż zielony. Co jakiś czas było widać po prawej stronie Chełmiec.
Po przejściu po drodze asfaltowej przez wieś Lubomin poszedłem dalej drogami polnymi w stronę Szczawna- Zdroju. Dosyć dobrze było widać za mną masyw Trójgarbu a z prawej strony masyw Chełmca.
Później szlak przebiegał wsród drzew, gdzie już było widacć trochę spacerujących turystów i kuracjuszy.
Była to taka ścieżka jakbym chodził wśród pól u moich dziadków, często było słychać świergot ptaków, taki odpoczynek dla duszy.
Po pewnym czasie przeszedłem obok stadniny koni "Babinicz" w kompleksie "Dworzysko", gdzie spotkałem na wybiegu trzy konie, w tym jednego białego, a nieco dalej dwa źrebaki, które jadły trawę umieszczoną na wozie.
Dalsza droga przebiegała wzdłuż drogi asfaltowej w Szczawnie- Zdroju z dobrze utrzymanymi ścieżkam pieszymi i rowerowymi obok Parku Szwedzkiego. Szlaki w Górach Wałbrzyskich były dobrze oznaczone.

Szlak żółty zakończył się nieopodal Domu Zdrojowego przy Pijalni Wód Mineralnych przy pomniku Gerharta Hauptmanna- noblisty i dramaturga Niemieckiego, który wychował się w Szczawnie- Zdroju, uczył we Wrocławiu a zmarł w Jeleniej Górze- Jagniątkowie w Karkonoszach.

W Pijalni Wód Minerlanych w Szczawnie- Zdroju kupiłem bilet za 4zł, dostałem kubeczwk i mogłem pić wody mineralne z kranuów z czterech ujęć: Mieszko, Młynarz, Dąbrówka i Marta, a każde z nich było na inne dolegliwości.
Wody były dosyć dobre:), więc kupiłem sobie wodę Dąbrówka w butelce, która była min. na dolegliwości jelitowe i układu pokarmowego.
Zwiedziłem Pijalnię Wód Mineralnych, trochę posiedziałem i poszedłem przejść się po zadaszonej drewnianej hali spacerowej obok Pijalni Wód Mineralnych.
Miałem dalej iść jeszcze przez Park Zdrojowy i Wzgórze Giedymina do przystanku kolejowego Wałbrzych- Miasto, ale zrezygnowałem z tego pomysłu, bo nie wiedziałem czy zdążę na czas na pociąg z Wałbrzycha do Wrocławia.
Dowiedziałem się od pana, który prowadzi sklepik z pamiątkami w hali spacerowej, że nieco dalej jest na ul. Solickiej przystanek komunikacji miejskiej, gdzie jeździ linia nr 8 do dworca kolejowego Wałbrzych- Miasto.
Opowiedział mi też historię swojego syan, który ożenił się z Ukrainką, z którą potem miał dziecko i rozwiódł się, które po rozwodzie zostało z nim decyzją sądu. Jego była żona była szefoweą kilku domów publicznych chyba we Wrocławiu i okolicach.
Opowiadał też jak była żona przychodziła zabrać dziecko z napakowanymi ochroniarzami, a jego syn musiał wzywać juz parę razy policję.
Po tej opowieści przeszedłem wzdłuż hali spacerowej, Herbaciarni i teatru, wzdłuż depatka Parku Zdrojowego za bramę wejściową do parku, gdzie z przystanku na ul. Solickiej pojechałem autobusem nr 8 pod dworzec kolejowy Wałbrzych- Miasto. Kupiłem sobie bilet powrotny z Wałbrzycha do Wrocławia i czekałem na pociąg.
Byłem trochę zmęczony. W pewnym momecie przyjechały dwa pociągi, jeden z jednej strony peronu a drugi z drugiej strony peronu i wsiadłem do jednego z nich, ale po chwili zorientowałem się, że wsiadłem do niewłaściwego pociągu,. Nie udało się już wysiąść bo pociąg już ruszył. Ale przejechałem tylko jeden przystanek wstecz i wysiadłem na nim. Po 50 minutach jechał ostatni pociąg w tym dniu do Wrocławia, do którego wsiadłem. Po chwili okazało się, że nie musiałem kupować nowego biletu, bo poprzedni był ważny jeszcze przez kilka godzin:).
O godz. 20:00 byłem na Dworcu Głównym we Wrocławiu. Było bardzo dużo podróżnych we Wrocławiu. I zaczęły się problemy bo okazało się że nie ma już miejsc w pociągach w tym dniu, aż do 6:00 rano 1 maja dnia następnego.
Więc wyszedłem z dworca kolejowego i przeszedłem przez ulicę i spytałem sie na dworcu autobusowym, czy są jakieś wolne miejsca w autobusach, ale tam też wszystkie były zajęte, jedynie może na 3:50 mogłyby być jakiś wolny, ale tego nikt nie wiedział.
Dlatego wróciłem do dworca kolejowego we Wrocławiu, usiadłem przy ścianie i lekko się załamałem, bo nie wiedziałem jak mam wrócić do domu, bo nie było czym.
Potem wyciągnąłem sobie książkę Jojo Moyes: "Zanim Ciebie poznałem", poczytałem z 40 minut i zacząłem szukać na Internecie w smartfonie czym można by było pojechać, albo do Krakowa, albo do Tarnowa, może do Katowic. Eksteremalną opcją była podróż przez Warszawę do Stalowej Woli.
Po pewnym czasie znalazłem połączenie Wrocław - Kraków, gdzie był ostatni bilet do sprzedania i szybko go zamówiłem, zapłaciłem przelewem interentowym, bo akurat na tej wycieczce wziąłem kartę z kodami do przelewów. Zapłaciłem za bilet i udało się.
Następnie poszedłem kupić do sklepu coś do jedzenia i picia i czekałem od 22:00 do 3:40 (na poczekalni podziemnego dworca autobusowego we Wrocławiu) na Neobusa do Krakowa o 3:40.
Na poczekalni dworca znowu miało miejsce kolejne dziwne zdarzenie. Przyszedł bezdomny, który rozsiadł się, otworzył butelkę wódki i zaczął jeść, a potem wrzeszczał i spiewał jakieś dziwne piosenki. Zaczął też narzekać, że chciałby wrócić do więzienia, bo tam jest ciepło, ma co jeść. W więzieniu nie pił alkoholu i nie musiał mieć pieniędzy do życia, i jak mówił: "w wiezieniu jest życie jak w Madrycie:)".
Przyszedł raz ochroniarz ale uspokoił się ten bezdomny przez chwilę, a jak poszedł ochorniarz to znowu zaczął jakieś wywody i śpiewy z pciem wódki.
W końcu dwóch podróżnych zwróciło mu uwagę, żeby się uspokoił, ale wtedy wyszedł podający się za lekarza jakiś facet, nie wiem czy on też był normalny i kazał tym dwóm panom przeprosić używając w stosunku do nich wulgarnych słów. A potem ten pseudolekarz zaczął patrzeć się kto nie ma założonych maseczek na nosie i buzi. Trochę byliśmy przerażeni, że to może jest jakiś agent. Wszyscy mieli założone maseczki.
Potem znowu przyszedł ochroniarz i chciał wyprosić tego bezdomnego, który dalej zachowywał się głośno i ostentacyjnie pił wódkę, a ten pseudolekarz siedział koło tego bezdomnegoi i spytał się ochroniarza czy ma jakiś problem. Ochroniarz był bardzo cierpliwy i poradził sobie z tym pseudlekarzem, który coś robił na komórce i dzwonił gdzieś.
Ten bezdomny powiedział, żeby ochroniarz zadzownił po Policję, żeby wzieli go na dołek, ale ochroniarz powiedział, że nikt po niego nie będzie przyjeżdżał samochodem, tylko jak chce to go zaprowadzi 100m do postarunku policji. Ale bezdomny nie chciał iść. Powiedział też, że jest wolnym człowiekiem i on go nie może wyprosić z tej poczekalni.
Potem wspomniany bezdomny zaczął opowiadać jakieś wpomnienia z dzieciństwa i znowu sie napił wódki, ponownie zaczął śpiewać jakieś piosenki pijaków.
Po jakimś czasie przyszedl trzeci raz ochroniarz, ty razem powiedział mu, że albo wyjdzie z nim albo on go weźmie i wyniesie za teren poczekalni. I wkońcu sam bezdomny poszedł i nie stawiał oporu. A ten pseudolekarz dziwnie był spokojny.
Posiedziałem dalej na poczekalni, gdzie przeczytałem sobie kolejne kartki książki Jojo Moyes. Łącznie przeczytalem w czasie wycieczki 120 stron tej książki:).

O 3:50 pojechałem autobsuem Neobus z Wrocławia do Krakowa. Kierowca brał tylko osoby z rezerwacji i nikogo ponad stan.
Na obu dworcach we Wrocławiu był trochę chaos, bo było wielu ludzi, którzy nie mogli wrócić do swoich miejscowości zamieszkania, często oddalonych bardzo daleko i byli zirytowani i sfrustrowani tą sytuacja.

Do Krakowa przyjechałem o 7:30. I pojawił się kolejny problem, bo we wszystkich busach do Stalowej Woli nie było wolnych miejsc, jak i w pociągach w klasie drugiej też nie było. Więc postanowiełm, że kupię bilet z Krakowa do Rzeszowa w pociagu IC TLC w klasie pierwszej, który był 20zł droższy, ale przynajmniej dojechałbym do Rzeszowa.
Myślałem, że klasa pierwsza czymś sie różni od drugiej, ale okazało się, że niczym się nie różniła, a do tego jeszcze nie można było naładować smartfona.
Po tych perturbacjach wyjechałem w końcu pociągiem o 8:50 z Krakowa i byłem w Rzeszowie ok. 11:00. Tam sobie kupiłem bilet na pociąg regionalny z Rzeszowa do Lublina, gdzie wysiadałem w Rozwadowie w Stalowej Woli.
Ani ja, ani konduktor nie spodziewaliśmy się że 1 maja, będzie cały szynobus zapchany ludźmi, nie było już wolnych miejsc.
Już koło Stalowej Woli trochę się opróżnił ten szynobus i o 14:25 byłem już w Rozwadowie w Stalowej Woli. Poczekałem do 15:00 i pojechałem kolejnym pociągiem z Rozwadowa do Stalowej Woli Centrum.
Czekając w tym pociągu na odjazd, za mną usiadło dwóch konduktorów i konduktorka, dwoje było małżeństwem i zaczęli wspominać dawne czasy, min. np. jak jechali z Ukrainy, jak na granicy strzelali do nich z karabinów pijani celnicy Ukraińscy.
Jak odszedł ten mąż, to drugi facet zaczął rozmawiać z żoną tego co wyszedł o tym co oni wcześniej robili, jak już była żoną tamtego, o ich wspólnym piciu i imprezowaniu, jak jej męża nie było, aż wkońcu ten facet mówi do niej: "tylko raz mi nie dałaś..." (pewnie chodziło o seks, bo ta żona zdradzała wiele razy swojego męża z tym facetem na różnych wyjazdach służbowych, o czym on pewnie nie wiedział).
Po przebojach w końcu byłem o 15:30 w domu w dniu 1 maja:)!

Autor zdjęć: Marcin Pyć